Aktualności Dziennik Gazeta Prawna – Na co musi uważać przedsiębiorca, który zawiera umowę z bankiem

22 lutego 2014

Na co musi uważać przedsiębiorca, który zawiera umowę z bankiem

● Instytucje przedstawiają klientom do podpisu wzorce, dlatego trzeba je czytać i przechowywać

● Warto policzyć, jak dalece wartość zabezpieczenia kredytu przekracza jego kwotę wraz z opłatami

● Czasem lepiej wypowiedzieć umowę, niż godzić się na pogorszenie warunków

Konstruowanie dobrych umów z każdym kontrahentem i zabezpieczanie ich powinno się wiązać z zachowaniem równowagi między prawami i obowiązkami stron. Nie można jednak na to liczyć przy podpisywaniu wzorców umów przygotowanych przez bank. Kontrakty zawierane z instytucjami finansowymi z reguły polegają bowiem na przystąpieniu klienta, czyli na zaakceptowaniu warunków podyktowanych przez bank. Niemniej warto uważać, co się podpisuje. Instytucje finansowe dyktują wszak nierzadko warunki bardziej restrykcyjne, niż jest to dopuszczalne. Mają świadomość, że przedsiębiorca nie może obyć się bez rachunku bankowego i związanych z nim usług ani bez kredytu. Nie da się więc uniknąć podpisywania regulaminów i umów, których z żadnym przedsiębiorcą spoza rynku finansowego nikt rozsądny by nie zawarł.

Niebezpieczne wzorce

W bankowych wzorcach może pojawić się kilka problemów. Szczególnie dotkliwe bywa dla przedsiębiorców oświadczenie o ustanowieniu pełnomocnictwa do dysponowania środkami na rachunku, czyli wyrażenie zgody na to, że bank – kiedy uzna to za nieodzowne dla pokrycia własnych wierzytelności – pobierze kwotę rozliczenia z dowolnego rachunku klienta, który dla niego prowadzi. Inna niebezpieczna praktyka to wprowadzanie do regulaminów klauzul fikcji. Trzeba więc zwracać uwagę, czy nie jest w nich napisane, że klient potwierdza, iż zapoznał się z wszelkimi zmianami regulaminu. Może się bowiem takie oświadczenie rozciągać nawet na wzorce przyszłe. Tymczasem nie wolno się z góry godzić na nieznaną treść.

Instytucje finansowe czynią również odesłania we wzorcach do swoich dokumentów wewnętrznych, czyli m.in. do tabel kursowych (jedynie dopuszczalne jest odesłanie do tabel Narodowego Banku Polskiego). A wiąże się z tym dowolność w ustalaniu wysokości zobowiązań klienta, ponieważ nie zna on kryteriów, jakimi posługuje się bank w ustalaniu wysokości kursów walut (np. wzoru matematycznego odnoszącego się do tabel NBP). Warto więc pamiętać o uchwale siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, z której wynika, że klauzula dopuszczająca zmianę wzorca w trakcie umowy, bez wskazania szczegółowych okoliczności zmiany, jest bezskuteczna jako sprzeczna z dwustronną naturą umowy (III CZP 141/91). Przedsiębiorca powinien się wobec tego upierać, że blankietowe klauzule modyfikacji kursów są nieważne w związku z naruszeniem zasad współżycia społecznego.

Jeśli natomiast ani umowa, ani ustawa nie przewidują możliwości wypowiedzenia kontraktu zawartego na czas oznaczony, to należy przyjąć, że właśnie podpisany z bankiem nie podlega wypowiedzeniu w czasie, na który został zawarty. Nawet w przypadku umów zawartych na czas oznaczony należy bowiem posługiwać się postanowieniami umownymi dotyczącymi wypowiedzenia. W razie ich braku trzeba zaś brać pod uwagę przepisy regulujące dany typ umowy (np. art. 75a ust. 2 prawa bankowego, przewidujący dla klienta trzymiesięczny termin wypowiedzenia umowy kredytu w wypadku umów zawartych na czas oznaczony dłuższy niż rok).

Regulamin to umowa

Ważna jest również świadomość, że nawet regulamin bankowy to umowa. Domniemanie faktyczne, że klient go otrzymał, powstaje wtedy, kiedy podpisuje on oświadczenie, że zapoznał się z tym dokumentem. Jeżeli więc okaże się, że przedsiębiorca nie ma regulaminu, powinien wystąpić o doręczenie mu jego pełnego tekstu. I nie ma w tym wypadku znaczenia, czy będzie to regulamin wydrukowany na papierze, czy przygotowany w formie elektronicznej. Trudniej jest z kolei wykazać, że w banku obowiązuje w jednym czasie kilka wersji tego samego regulaminu, choć i takie sytuacje się zdarzają. Regulamin warto mieć m.in. z tego powodu, że nie ma żadnej instytucji, która przechowywałaby te dokumenty. A w razie sporu z bankiem jego brak może okazać się dolegliwy.

Zmiana warunków

Myśląc o zmianie warunków wszelkich umów z bankami warto rozważać przede wszystkim możliwość modyfikacji wzorów w trakcie umowy. Zmiana umowy z klientem wchodzi bowiem w życie w terminie zaproponowanym przez bank, jeżeli przedsiębiorca nie rozwiąże kontraktu w najbliższym zapisanym w nim terminie wypowiedzenia, jak mówi o tym art. 3841 k.c.

Bank ma prawo zmienić warunki uregulowane we wzorcu tylko wtedy, kiedy zostało to przewidziane w umowie, a wzorzec podaje przyczyny, które w dodatku muszą być istotne. A przyjmuje się, że są takie właśnie tylko wtedy, kiedy dotyczą gospodarki finansowej banku. Tym samym uzależnienie zmiany oprocentowania pożyczki od wysokości stopy kredytu refinansowego NBP jest wystarczające tylko o tyle, o ile bank z takiego kredytu korzysta.

Zasady chroniące klienta przed nielojalnym operowaniem wzorcami stosuje się w drodze analogii do klauzul narzuconych indywidualnie.

Nadzwyczajne żądania

Jednym z poważnych problemów jest nadzabezpieczanie umów. Chodzi o wyraźną nadwyżkę żądanych od dłużnika zabezpieczeń nad zobowiązaniami wynikającymi z umowy, powiedzmy kredytu.

Jednym ze skutków takiego stanu rzeczy jest uniemożliwienie nawiązania współpracy z innym bankiem. Klient bowiem najczęściej nie ma wielu nieruchomości, które mógłby obciążać. I mimo że SN orzekł, że tego rodzaju działanie jako sprzeczne z zasadami współżycia społecznego jest niedopuszczalne (II CK 354/03), to jednak ani kodeks cywilny, ani prawo bankowe nie regulują tego problemu. Jedynie ustawa o księgach wieczystych i hipotece przewiduje (w art. 68 ust. 2 zd. 2), że jeśli zabezpieczenie na nieruchomości jest nadmierne, to jej właścicielowi wolno żądać zmniejszenia sumy hipoteki. Takie postanowienie ma zapobiec ryzyku nieważności umowy hipotecznej, która pojawia się właśnie w razie nadzabezpieczenia. I chociaż jest to w istocie kolejna ochrona interesów banku, to jednak również klient jest skutkiem tego chroniony. Ma wszak roszczenie o obniżenie kwoty hipoteki. Można wobec tego założyć, że nadmierność zabezpieczenia pojawia się, gdy suma hipoteki w oczywisty sposób przerasta wysokość wierzytelności głównej, odsetek i pozostałych należności ubocznych. Nie jest jednak wykluczone, że ustanowienie hipoteki w innej walucie niż zabezpieczona wierzytelność będzie uzasadniało wyższą sumę zabezpieczenia ze względu na ryzyko kursowe.

Zawsze trzeba przy tym pamiętać, że sąd wieczystoksięgowy, wpisując hipotekę, sam nie bada, czy jej wysokość jest stosowna. Niemniej zaczyna przebijać się pogląd, że klient banku powinien być jakoś chroniony przed samowolą kredytodawców. Dlatego skoro stało się możliwe zakwestionowanie wysokości hipoteki w związku z nadzabezpieczeniem, zainteresowani zmianą swojej sytuacji przedsiębiorcy powinni przynajmniej próbować działań zmierzających do ustalenia nieważności wszystkich innych towarzyszących jej zabezpieczeń. O ile oczywiście ich wysokość nie jest uzasadniona wartością ochranianego w ten sposób zobowiązania. Warto więc przyjrzeć się również przewłaszczeniom na zabezpieczenie, kaucjom czy nawet oświadczeniom o poddaniu się egzekucji. Tym bardziej że do nadzabezpieczenia może dojść zarówno w chwili zawierania umowy z bankiem, jak i już w czasie jej obowiązywania. W tej ostatniej sytuacji możliwe są co najmniej trzy scenariusze: bank żąda dodatkowego zabezpieczenia, bank nie obniża wysokości zabezpieczenia mimo spłaty części kredytu, klient spłaca część kredytu wcześniej, mimo że umowa na ten temat milczy. W dwóch pierwszych sytuacjach przeważnie pojawia się nadzabezpieczenie, w trzeciej niekoniecznie. Dlatego w czasie negocjacji poprzedzających wzięcie kredytu warto pamiętać o domaganiu się wprowadzenia do umowy klauzuli stopniowej redukcji zabezpieczeń, proporcjonalnej do spłat.

PRZYKŁAD

1. Otwarty katalog w umowach pożyczkowych

Przedsiębiorca podpisał umowę kredytową, której jedna z klauzul głosiła, że bank może zażądać w szczególności sprawozdań finansowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego ani niestosownego, gdyby nie ów otwarty katalog możliwości zarezerwowanych dla kredytodawcy wynikający ze zwrotu „w szczególności”. Oprócz okresowych, zatwierdzonych zgodnie z zasadami ustawy o rachunkowości sprawozdań finansowych kredytodawca poprosił więc o dokumenty zawierające tajemnice przedsiębiorstwa, które nie mają wpływu na wypłacalność kredytobiorcy. I okazało się, że rzeczywiście, przy tak sformułowanej umowie jak podpisana przez przedsiębiorcę odmowa udostępnienia jakichkolwiek dokumentów, których zażąda bank, daje temu ostatniemu prawo do natychmiastowego rozwiązania umowy.

Podstawa prawna

Ustawa z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. nr 16, poz. 93 ze zm.).

Ustawa z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2002 r. nr 72, poz. 665).

Ustawa z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece (t.j. Dz.U. z 2001 r. nr 124, poz. 1361 ze zm.).

TRZY PYTANIA

Uwaga na podpisywanie i składanie oświadczeń

Mariusz Korpalski radca prawny z poznańskiej kancelarii Komarnicka Korpalski

Wszyscy powtarzamy bez zastanowienia „bezpieczne jak w banku”. Tymczasem pieniądze zdeponowane na rachunku już nieraz przejął ich strażnik, a przedsiębiorca dowiedział się o tym potem….

Dzieje się tak, ponieważ bankom przysługuje prawo potrącenia. Tak samo zresztą jak każdemu innemu podmiotowi prawa, na mocy art. 498 kodeksu cywilnego. Pieniądze złożone na rachunku, także przedsiębiorcy, to nic innego jak roszczenie klienta o wypłatę na żądanie. Przesłanką potrącenia jest wymagalność wzajemnych wierzytelności. Mechanizm jest więc prosty. Jeżeli bank uważa, że ma wobec klienta wymagalną wierzytelność, a ten ostatni złoży dyspozycję wykorzystania swoich pieniędzy z konta, to bankowi wolno dokonać jednostronnego potrącenia.

A co się dzieje, gdy klient dyspozycji nie składa? Wtedy wierzytelność klienta wobec banku nie jest jeszcze wymagalna i potrącać nie można.

Owszem, nie można potrącać jednostronnie, wprost wykorzystując przepis ustawy. Po to jednak, żeby uniknąć takich „utrudnień”, bank wykorzystuje zasadę swobody umów. Układając się zawczasu z klientem, zapisuje, że będzie wolno potrącać dwustronnie. Potrącenie dwustronne, określane właśnie jako umowne, jest dopuszczalne nawet wtedy, kiedy wierzytelność jednej, a nawet obu stron, nie jest jeszcze wymagalna. Takiego potrącenia dokonuje bank, składając oświadczenia samemu sobie. Nie musi wówczas nawet informować o tym klienta. Do wykorzystania tej procedury potrzebne jest wyłącznie uprzednie, dodatkowe oświadczenie klienta, które zapobiegliwy bank uzyskuje na początku współpracy jako osobny dokument, a jeszcze częściej – jako dodatkową klauzulę we własnych wzorcach umownych. Oświadczeniem tym jest nieodwołalne pełnomocnictwo klienta wystawione dla banku do dokonywania dyspozycji z konta. Tak uzbrojona instytucja finansowa może wykorzystać wszystkie pieniądze trafiające na rachunek klienta na zaspokojenie swoich roszczeń.

Czy w takim razie przedsiębiorca zawsze musi pamiętać, że w razie sporu z bankiem prowadzącym jego rachunek nie ma znaczenia, czy i jakie składał dyspozycje wobec środków, które uważa za własne?

Właśnie tak jest z ogarniającymi wszelkie zasoby finansowe przedsiębiorcy bankami. Dlatego też efekt potrącenia dokonanego poza świadomością klienta jest taki, że odzyskanie pieniędzy może udać się jedynie w sporze sądowym dotyczącym czynności bankowej. Tej, z której zdaniem banku powstały wierzytelności rozliczone przez tę właśnie instytucję zaufania publicznego pieniędzmi z rachunku klienta…

Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk

DZIENNIK GAZETA PRAWNA 20.02.2014