wPolityce – Wystarczy jedna decyzja ministra sprawiedliwości, by odblokować sądy

Mamy problem ze skutecznością polskich sądów. Zdejmijmy więc sędziom kajdany, które pętają ich działania, usuńmy mechanizmy, które promują sądową opieszałość i mitręgę. Bo takie kajdany istnieją, a klucz do nich ma minister sprawiedliwości.

Trudno w to uwierzyć, ale wciąż obowiązuje zarządzenie ministra Grzegorza Kurczuka z SLD (z 2003 roku), w którym – ocena pracy sędziego, która ma wpływ na jego zarobki i karierę – dokonywana jest na podstawie nieprawdziwych danych. A tak! Z punktu widzenia obywatela nieprawdziwych, bo udających, że sędzia sprawę załatwił, gdy on ją tymczasem zepchnął z biurka. I trudno mu się dziwić, bo do tego zepchnięcia zachęca go system, Otóż minister Kurczuk postanowił i wszyscy kolejni ministrowie ten pomysł podtrzymują, że w statystyce skuteczności sędziego za sprawy „załatwione” uznaje się: zwrot pozwu, odrzucenie pozwu, przekazanie pozwu, podzielenie sprawy, umorzenie postępowania. To wszystko są wszak metody niezałatwienia sprawy, a nie jej załatwienia, to metody pozbycia się jej. System zachęca sędziów, by szukali pretekstu, by się sprawy pozbyć przy najmniejszym możliwym nakładzie pracy. I tak mają ją zaliczoną. Tymczasem jako podatnik płacę sędziemu za prawdziwą pracę, zatem za załatwioną winny być uznane jedynie sprawy załatwione merytorycznie, czyli zakończonych uwzględnieniem pozwu lub oddaleniem pozwu.

Kolejną, może jeszcze bardziej szkodliwą regułą statystyczną Ministerstwa Sprawiedliwości rzutującą na ocenę sędziego jest rozliczanie pozwów zbiorowych jako pojedynczych spraw. To trudne do uwierzenia, ale wymagający wielkiej pracy sędziego pozew sześciu tysięcy polskich klientów walczących z trującym, portugalskim bankiem „Millenium” traktowany jest jako jedna sprawa, a więc tak samo jak proces indywidualny.

Pisze na swym blogu mecenas Marcin Korpalski:

Przy obecnej formie statystyk sądowych, postępowanie grupowe jest dysfunkcjonalne. Jak dotąd znany jest jeden przypadek doprowadzenia do końca procedury grupowej w sprawie kilkunastu klientów biura podróży. Sądy zamiast szukać wspólnych elementów, szukają rozbieżności. Wprawdzie SN i sądy apelacyjne zawracają te sprawy z powrotem do sądów I instancji, ale to wszystko kosztuje czas, pieniądze i nerwy.

Czasem kosztuje życie. Lawinowo wzrastająca w Polsce liczba samobójstw (zwłaszcza mężczyzn w średnim wielu) ściśle wiąże się z poczuciem bezradności wobec banków, lichwiarzy windykatorów, wobec zimnego formalizmu sądów i obojętności polskiego państwa.

I jeszcze raz mecenas Korpalski:

Polski model pozwu grupowego oparty jest na koncepcji „opt-in”. Potencjalni uczestnicy muszą się zgłosić do pozwu, żeby być objętym jego skutkami. Model amerykański oparty jest na koncepcji „opt-out”. Potencjalni uczestnicy muszą zgłosić wolę wystąpienia z pozwu. Jak można się spodziewać w modelu opt-in zdecydowana większość klientów pozwanego nie bierze udziału w pozwie, a w modelu opt-out zdecydowana większość klientów pozwanego nie występuje z pozwu, czyli bierze w nim udział. Jest objęta jego skutkami.

W modelu opt-out stronom o wiele łatwiej się dogadać, bo pozwany wie, że sprawa jest poważna, gdyż dotyczy praktycznie wszystkich jego klientów mających felerne umowy. W modelu opt-in pozwany walczy się do upadłego, by zniechęcić, odstraszyć jak największą liczbę klientów.

Szanowny Panie Ministrze Sprawiedliwości!

Jedną decyzją możesz zmienić los milionów Polaków – zabrać rozpacz, dać nadzieję. Ta decyzja to eliminacja wypaczającego wpływu statystyk sądowych na stanowienie i egzekwowanie sprawiedliwości. Pozwy zbiorowe winny być rozliczane jako rozstrzygnięcie tylu spraw, ilu uczestników doń przystąpiło. To sprawi, że sędziowie z wielką ochotą się nimi zajmą, to odblokuje polskie sądy. To poniesie w naród prawo i sprawiedliwość.

W angielskiej Magna Charta z 1215 roku jest zapis stanowiący podstawę anglosaskiego systemu prawa „Justice delayed, justice denied” – Sprawiedliwość opóźniona to brak sprawiedliwości.

Prawo i Sprawiedliwość to chyba rozumie?

Maciej Pawlicki